czwartek, 15 lutego 2018

Brudny luty!

     Cóż za niesprzyjająca aura, świat spowity smogową łuną, wywołujący zmęczenie, mocno osłabiający. Mroźność zmieszana z wilgocią przenikającą przez ubrania. Staram się nie poddawać wpływowi zewnętrzności, brudu powietrza, poczucia braku tlenu, nie myśleć o bezmyślności i powodach, dla których znajdujemy się w takim położeniu. Z pokorą patrzę na uliczne korki i jednoosobowe przejazdy tysiąca samochodów, zakrywam twarz z poczuciem niemożności zrobienia czegokolwiek.  Uczepiona swoich motywatorów i zainteresowań korzystam z danego mi czasem czasu wolnego i nadrabiam książkowe i filmowe zaległości, odwiedzam kino i teatr, chadzam na spotkania podróżników, jeźdżę na oryginalne wystawy do innych miast. Preferuję weekendową integrację w gronie. Spędzam twórczo chwile tworząc zakładki, magnesy i mozaikę w Pracowni Ludzika. Aktualnie przygotowuję także nowy projekt, który odbiega zamysłem od tworzonych przeze mnie rzeczy. Będzie zupełnie "z innej bajki", naturalny, nowy, ciekawy. Musze się jednak przed jego rozpoczęciem przygotować więc szczegóły w kolejnych wejściach, a i sama jestem ciekawa co z tego wyniknie. Zwyczajowo jestem też w tym moim charakterystycznym jestestwie cudownie oderwana, cieszą mnie błahostki, podróże palcem po mapie i nowe odkrycia. Kibicuje Polakom w górach Karakorum, śledząc kolejne etapy zdobywania szczytu,  zagłębiam górską tematykę  połykając wręcz kolejne lektury z nią związane, nie wiedzieć czemu ta właśnie jest mi na daną chwilę najbliższa. Podziwiam i wspieram. Mocno przeżyłam wydarzenia pod Nanga Parbat. Ze swoistym zdziwieniem czytałam co poniektóre komentarze "wszystkowiedzących", czasem pytając sama siebie "o co chodzi?" Wiem jednakowoż, iż z pewną płaszczyzną poziomu nic nie da się zrobić. Wierzę, iż "niemożliwe nie istnieje" oraz że "trzeba mieć pasję, która daje poczucie spełnienia", bez krytyki, bez wnikania. Każdy ma prawo robić co jest dla niego ważne i przejmujące. Wszystkim pięknych,  spełnionych pasji, uroku życia i niesamowitości. "Bo MaRzyć".
Polecam książki tematyczne, m.in:  Tęsknota i przeznaczenieWandaPrzesunąć horyzont








piątek, 12 stycznia 2018

W Nowym Roku

       Mroźmy początek Nowego Roku, pełen nowych planów, postanowień i marzeń. Tym razem jednak na mojej karteczce "Rok 2018" zapisków jest niewiele, lecz wszystkie zadania są bardzo mocno skonkretyzowane i określone. Mam nadzieję, że uda się zrealizować większość z nich i spełnić choć jedno wielkie marzenie. Miniony rok był niezwykle aktywny pod wieloma względami, zaskakujący i na pewno dający nowy obraz pewnych życiowych zależności, pokazał, że nie zawsze ślepa wiara w ludzi daje oczekiwany oddźwięk, nauczył nie wchodzić dwa razy do tej samej wody, uważać na czyhające w otoczeniu przykrości, szczerze inspirował, pozytywnie nastrajał, był pełen nowych niezwykłych doznań, pięknych uniesień, małych radości, ciekawych znajomości i wyjazdów. Był odkrywczy i ciekawy. Dał możliwość wspiąć się na górskie szczyty i odwiedzić urocze zakątki nie tylko w kraju ale także w Europie. I wreszcie pokazał siłę przyjaźni i ludzkiego oddania. Dziękuję wszystkim którzy są blisko mnie, wspierają, pocieszają, dają moc i motywują. Dziękuję także tym, co są i będą nieco dalej ale nadal równie silnie ze mną współistnieją. W tym roku będę dbała jeszcze bardziej o relacje ze szczególnym uwzględnieniem namacalnej wspólnoty. Z życzeniami spełnienia w Nowym Roku!


Pic via Pinterst

wtorek, 10 października 2017

Moja jesienna aura

      Jesienna, już niezbyt kolorowa aura, przenikliwy chłód, silnie wiejący wiatr. Jedyne co chodzi po głowie to ciepły kocyk, herbatka i książka. Niestety takie umilania sobie wieczorów u mnie zdarzają  się niezwykle rzadko. Mnóstwo obowiązków, które mam do opanowania sprawiają, że właściwie książka to już do snu ze mną podąża lub deko wcześniej bajka na dobranoc czytana dziecku. Ogarniam prywatną przestrzeń, nieprzerwanie z milionem myśli w głowie, planami i przygotowaniami do kolejnego wyjazdu. Lubię ten ruch w moim życiu, żeby nie stało w miejscu, żeby się nie zastało. Lubię siebie w tym ruchu w tych mnóstwach aktywności związanej z ogarnianiem otaczającej nas rzeczywistości. Jeśli pogoda pozwoli znowu wyruszę w góry, jeśli nie będę po raz kolejny cieszyła oko pięknymi zabudowaniami ulubionego miasta, niesamowitą wystawą prac Fridy Kahlo czy też po prostu podróżą pociągiem. Wszystkim na jesień złotego, ciepłego słońca i spokojnych wieczorów. Poniżej prace z mojej pracowni, lustra mozaikowe w drewnianej ramie w otoczce jesieni. (jeśli się Wam podobają i chcielibyście mieć niebanalny element wystroju Waszego wnętrza,serdecznie zapraszam do współpracy jamalapracownia@gmail.com )


poniedziałek, 18 września 2017

Podsumowanie sezonu

       Letnia, sezonowa intensywność trwania nieco mnie odsunęła od blogowania. Mam nadzieję, że deszczowa, jesienna aura pozwoli na poświęcenie więcej czasu na radosną twórczość i dokonywanie nowych wpisów. Oczywiście jesiennych planów jest nad wyraz dużo, nadrabianie książkowych zaległości, w tym związanych z moim ulubionym tematem gór i trekkingiem, nowym Perezem Reverte i jakże wyczekiwanym Zafonem, remontowanie i aranżowanie najbliższego otoczenia, szybki wypad w góry i na wystawę prac Fridy Kahlo, działania w Pracowni Ludzika, czyli wielki powrót luster z mozaiki oraz współpraca ze społecznością sąsiedzką przy zagospodarowywaniu podwórka, które będzie sprzyjało spotkaniom, zabawom dziecięcym i integracji. Przy tej okazji zaproponowałam wykonanie podstawy oczka wodnego z mozaiki, wstępne efekty na blogu Pracownia Ludzika
      Lato przeminęło w tempie zatrważającym obfitując w nowe niezwykłe wydarzenia, spotkania, w emocjonujące wyjazdy i imprezy, uwikłania w nader nieokreślone relacje i historie. Wszystko to nie umniejszone o straty personalne, jakże mocno odciskające swoje piętno na naszych emocjach, jakże mocno dające do myślenia. Gdzieś też los mi nie sprzyjał, gdzieś zachowywałam swoisty dystans, gdzieś unikałam konfrontacji lub wręcz je porzucałam z impetem, gdzieś też moje myśli krążyły wokół tematu zaufania, szczerości i oddania. Na ile możemy zawierzyć własnej intuicji? Na ile interakcja, z nie do końca znaną i przejrzystą sytuacją powinna być dogłębna? Czy kierowanie się wewnętrznym poczuciem przychylności jest poprawne? Jestem w stosunku do siebie szczera, staram się być otwarta i kierować własnym poczuciem mocnego stania na ziemi i posiadania wiedzy "wiem czego chcę", nie akceptowalne jest więc dla mnie uprzedmiotowienie innych, stawianie drugiego człowieka w perspektywie "musisz się dostosować", gdzie wytyczane są warunki, gdzie właściwie jedyną opcją jest milczące oddalenie bo na rozmowę i zrozumienie nie ma szans. Nie odnajduję się w relacjach nadętych i ograniczonych, tych bez smaku i swoistego poczucia humoru. Dystansuję się od nieposzanowania i krytyki. Wiem, że czasem po prostu coś nie zagra, nie ma tej wspólnej pary kaloszy. Fajnie jednak jak można o tym pogadać i to zrozumieć. Pozostawianie rzeczy niepozałatwianych rozprasza nasz umysł, nawarstwia myśli o niepocieszeniu. Wierzę, iż nic nie dzieje się bez przyczyny, bo po coś nas dotykają te różne sytuacje, czegoś nas mają nauczyć. Wierzę w przeznaczenie i wierzę, że jeśli czasem inaczej spojrzymy na świat, bardziej przychylnym okiem, z poczuciem zrozumienia dla trudności charakteru możemy tylko zyskać coś dobrego dla siebie, swoistą świadomość, że potrafimy się z tym uporać, że rozumiemy trudności wynikające z zaistniałych sytuacji. 
    W sezonie pozyskałam kilka dni wakacji, które wykorzystałam na szybkie i krótkie wypady w ramach wiejskich klimatów, podążania górskimi szlakami i zwiedzania ciekawych miejsc. Lubię przemieszczanie się, lubię tupać nogami i oczekiwać na nowe przeżycia. Jest w tym wszystkim coś czarownego, wyzwalającego i odkrywczego. Nigdy nie rezygnujcie z poznawania i doświadczania. "Never stop exploring". Wszystkim kolorowej jesieni, nowych doznań, uroku i spełnienia. Bardzo pozdrawiam oraz polecam ciekawy wpis ze strony "Gdzie wyjechać: pt. "Podróż to nie odległości"


                                Królewna na ziarnku grochu -Muzeum Zabawek w Karpaczu

                                               W drodze na Śnieżkę, Karkonosze
Piękne zachwycające widoki, cudowna pogoda i doskonale czeskie piwko czyli dobra rozgrzewka przed kolejnymi wypadami w góry
oraz 
Mój ukochany Toruń
tym razem widziany oczami dziecka

 Żywe Muzeum Piernika w Toruniu

 Manufaktura Cukierków
 Bulwar Filadelfijski
Młyn Wiedzy - wahadło Foucaulta




czwartek, 18 maja 2017

Ja i mój maj

      Na zewnątrz cudowna aura, wiosna słoneczna i pełna rozkwitu, mój ukochany maj. Widać jak nakręcone, doładowane życiodajnym ciepłem i słońcem rośliny budzą się, rozkwitają, nabierają kolorów. Uroczy czas przepełniony dobrą pozytywną energią, ciekawymi doświadczeniami, spotkaniami i uniesieniami. Miesiąc kiedy wchodzę rocznikowo w nowy okrągły wiek. Wiek dojrzały, zdecydowany i pełny świadomości. Czuję się ze sobą bardzo zaprzyjaźniona, jestem przekonana o swojej życiowej mądrości, o życiu w zgodzie ze sobą. Uczą i prowadzą mnie moje doświadczenia, nowe zależności i odkrycia. Lubię być czymś niezmiernie zainspirowana, zaskoczona sytuacyjnością otoczenia, nieprzewidywalnością interakcji, ważnością współistnienia, oczarowana pięknem świata naturalnego, jego bogactwem i zmiennością. Cenię piękne, dogłębne relacje, szacunek i akceptację. Cenię cudownych, dobrych ludzi dookoła, którzy są blisko i zawsze funkcjonujemy w swoistym zrozumieniu. Wszystko to niezmiernie ważne i wpływa na to kim i jaka jestem. Mnie osobiście moje jestestwo, charakter, filigranowość i błysk w oku nastraja i napędza. Biegnę więc przez życie realizując siebie i swoje pasje, kochając i chłonąc każdy moment. Wraz z pachnącym majem, pozytywnym nastrojem, wszystkim wspaniałości i inspiracji. 


Pic via Pinterest

sobota, 29 kwietnia 2017

Migawki z Budapesztu

      Kwietniowa aura nadal niezmiennie przeplata nieznośne warunki pogodowe, tkwię w oczekiwaniu na maj i dni pełne zapachów ulubionych kwiatów i słońca, na moment okrągłych urodzin i kolejnego wyzwania. W między czasie, oprócz działań w Pracowni Ludzika nad nowymi projektami, przygotowuję fotorelację z krótkiego babskiego wypadu do Budapesztu, który okazał się niezwykłym i pełnym zaskoczeń. Stolica Węgier, miasto zadziwiające, żywe, otwarte, gwarne, kolorowe Zachwyciło mnie od pierwszej chwili, od momentu przejażdżki najstarszą "żółtą" linią metra, poprzez widoki naddunajskie, monumentalne budowle, urocze zakamarki, parki, rzeźby, jarmarki, sklepy pełne papryk w różnym wydaniu, smak pysznej ziołowej wódeczki aż po życie wieczorne, stylowe knajpy pełne ludzi, nocny rejs statkiem i całe mnóstwo innych uroczych drobnostek. Miasto idealne na krótkie wypady w gronie fajnych, inspirujących ludzi, miasto "łatwe w obsłudze", przejrzyste, nieskomplikowane z dobrze rozwiniętym systemem komunikacji miejskiej, miasto gdzie praktycznie wszędzie można się dogadać po angielsku, co w odniesieniu do trudności języka węgierskiego jest naprawdę ocalające. Polubiłam styl i charakter Budapesztu, zrobiło na mnie dobre, pozytywne wrażenie, chyba w jakiś sposób poczułam, że jest mi bliskie, że czuję się tam swobodnie. Doskonała pogoda uczyniła ten wypad jeszcze bardziej przyjemnym. Bardzo bardzo polecam! Tymczasem kilka ujęć przepięknych budowli i zachwycających widoków (może nie idealnej jakości, ale robione z sercem :) ) Wszystkim dobrego weekendu, słońca i natchnienia!


 Ulicami Budapesztu
Zamek Vajdahunyad
Na terenie Zamku znajduje się mroczny i tajemniczy pomnik Gala Anonima, którego dotknięcie według legend powoduje zyskanie twórczych inspiracji. Niezwykły i przenikający.



 Widok na Wzgórze Zamkowe i Most Łańcuchowy
 Widok ze Wzgórza Zamkowego
 Na dziedzińcu zamkowym
 Widok na Parlament
 Studzienka
 Nocny rejs barką, widok na Parlament

 Kaplica w skale

 Piękny, słoneczny Budapeszt

 Parlament z barki, rejs dzienny

 Most Łańcuchowy
 Ulicami Budapesztu


Nocleg: Friends Hostel@Apartments (spokojnie, czysto, w idealnym lokalizacji)
 
 

środa, 12 kwietnia 2017

Trochę Francji

      Kwiecień plecień, faktycznie przeplata, od upragnionego słońca do przenikliwego zimna. Niezwykle chłodne poranki, pochmurne popołudnia, niespodziewane deszcze. Czekam  z utęsknieniem na cieple dni, pełne słońca i rozkwitu roślinności. Ciężko wrócić do intensywności trwania po przerwie. Mnóstwo zadań do wykonania, przygotowania do świąt, działania w Pracowni Ludzika, ogarnianie najbliższej przestrzeni. Francja - słoneczna, wiosenna, różnorodna. Przyglądałam się ludziom, spacerowałam uliczkami uroczego miasta, smakowałam, integrowałam się porą wieczorową w gronie miłych osób, poznawałam ichnie życie i przyzwyczajenia, zasady i reguły. Cieszyłam oko małomiasteczkową kamienną zabudową i niezwykłymi rozwiązaniami, podziwiałam winnice. Ogromna bariera językowa była dla mnie ograniczająca na wielu płaszczyznach. Pewnie gdyby nie okoliczności nigdy nie zdecydowałabym się na taka destynację, no może tylko gdybym miała szansę spojrzeć na góry i natchnąć się ich siłą. Misja jednak została wypełniona, spełnienie pragnień dziecka i  swoista przygoda rekompensują niedogodności, dla mnie ciekawe doświadczenie i wrażenia wizualne, które w wyjazdach bardzo cenię i lubię. Za chwilę Węgry, tu mam nadzieję zaistnieć nieco inaczej :). Tymczasem wszystkim dobrych Świąt, przyjemnego czasu z bliskimi i odpoczynku.



Uliczami Dijon 




środa, 22 marca 2017

Wiosenne myśli

          Początek wiosny - trudno jednak się dostosować do zmienności zewnętrznej aury. Mimo, że w duszy już energetyzująco i nastrojowo, pogoda nie rozpieszcza, narażając nas na infekcje i osłabienie. Uważności więc nigdy za wiele. Kolejny tydzień, podobnie jak poprzedni obfitujący w mnóstwo niezwykłych zdarzeń i uroczych spotkań, zapowiada się równie intensywny, przygotowania do wyjazdu, działania w Pracowni Mozaiki (niebawem relacja z warsztatów oraz pierwsze prace), a także profilaktyka zdrowia wypełniają dni po brzegi. Bardzo ciekawa jestem Burgundii, w której okolice się wybieram, widoku alpejskich szczytów, które chciałabym podziwiać oraz wina, którego z pewnością nie omieszkam spróbować. Wiosenna przygoda w dodatku z moim oczkiem w głowie, którego przejęcie się ową wyprawą nie ma granic i jest niezmiernie urokliwa :). Za miesiąc stolica Węgier w iście babskim stylu, na wesoło z nutką szaleństwa i niesforności :).

W głowie zwyczajowo już kłębowisko myśli. Przywołane pewnego czarownego wieczoru wspomnienia uporczywie mnie przenikają. Dawno do niech nie wracałam, dawno nie próbowałam ożywić w pamięci tych jakże znaczących dla mojego wnętrza momentów. Czasem niezwykle miło pomyśleć w sposób, że dobrze że mogłam je mieć, bo znaczyły wiele, bo były niezwykłe (na swój sposób), bo dzięki nim odkryłam nowe pokłady uczuć, zdobyłam nowe doświadczenia, stałam się bardziej tkliwa. Zostałam także zainspirowana do uporządkowania i zebrania w barwną całość zalegających notatek, kartek, wydruków, istotnych dla mnie tekstów, wycinków i chodzących po mojej głowie nieustannie pomysłów. Kiedy jednak tak naprawdę będę na to gotowa? Co wpływa na to, że jesteśmy gotowi na jakiś przełomowy ruch? Na zetknięcie się z przeszłością? Na ile mógłby się on okazać istotny w perspektywie naszego istnienia? Jestem pełna dobrych myśli, swoistego uspokojenia, idę własną ścieżką, nikogo nie obarczając, nikomu nie mając za złe, jestem szczera sama ze sobą. I to chyba jest najlepsze! Wszystkim świadomych poczynań, wiosennego spełnienia i cudownych wspomnień.

 "Każdy skrywa w głębi duszy swoje prywatne ruchome piaski, w których czasem tonie"
R.Brett

 

Pic via Pinterest


środa, 8 lutego 2017

Każdy ma swój Everest

       Zima - spoglądam przez okno na zaśnieżoną ulicę, widzę ludzi starających się funkcjonować zgodnie ze swoim rytmem, zgodnie z planem wyznaczonym na dany dzień, zmierzających do pracy, do rozmaitych zajęć, dzieci na sankach ciągnięte do szkół i przedszkoli, ludków w ledwo odśnieżonych samochodach. Warunki wymuszają zwolnienie tempa, baczność, ostrożność. Ale my nie dajemy się pogodzie, nasza taka natura, że potrafimy się w tych warunkach odnaleźć. Moja aktualna zdolność do pokonywania przeciwności zewnętrznej aury jest ograniczona, choruję od jakiegoś czasu, popadając w coraz większe niepocieszenie w związku z osłabieniem, ze spadkiem formy. Czas wykorzystuję na nadrabianie filmowych i książkowych zaległości, nie pozostając obojętną na moją ulubioną ostatnio literaturę związaną z wysokimi górami, himalaizmem i postaciami, które mocno zaistniały w świecie wspinaczkowych dokonań ("Everest, Góra gór" Moniki Witkowskiej, "Ucieczka na szczyt" Bernadette McDonald, Wszystko za Everest", "Przesunąć horyzont" Martyny Wojciechowskiej oraz w oczekiwaniu "Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście")  Gdzieś czuję mocną, wewnętrzną interakcję z ogromem i siłą gór, gdzieś w marzeniach sennych odnajduję siebie jako członka wypraw, zmagam się z wszelkimi przeciwnościami w walce o zdobycie upragnionego szczytu. Jestem pełna podziwu dla tych wszystkich naszych wzorcowych wspinaczy z dawnych lat, legend, o których książki się teraz pokusiłam, że mieli w sobie tyle pewności siebie, swoistej desperacji, tyle wewnętrznego poczucia i świadomości niebezpieczeństwa, ambicji oraz samozaparcia do wyznaczania nowych tras, do bycia pierwszymi, do pokazania, że "niemożliwe nie istnieje" w tamtych jakże trudnych czasach. "Złota era polskiego himalaizmu", zapisana na kartach historii jako najważniejsza w tej dziedzinie, jako niepowtarzalna. Tematyka okazała się dla mnie niezmiernie interesująca i w pewien sposób wciągająca. Czytam wspomnienia i oglądam filmy. Gdzieś w głowie pojawia się nowe pragnienie, marzenie do spełnienia związane z górami. "Każdy ma swój Everest" czyż nie? Mam nadzieję, że niebawem odzyskam siły i wrócę do intensywności mojego trwania. Tymczasem zapraszam także do odwiedzenia Pracowni Ludzika, gdzie mnóstwo nowych zakładek czeka na swoich książkowych moli. Zimowo wszystkim ciepła i spełnienia.


Annapurna Region

środa, 18 stycznia 2017

Styczniowa środa

        Jakież nieodgadnione i zaskakujące są czasem życiowe historie. Ludzie muszą zupełnie niepotrzebnie borykać się z niewyobrażalnymi kłopotami, zmagać się z niedostateczną świadomością i zrozumieniem ze strony innych, zawiścią i swoistą hipokryzją. Czasem trudno mi jest zrozumieć jak bardzo można być pozbawionym pokory i oznak zwykłego podejścia oraz chęci porozumienia warunkując swoje zachowanie udowodnieniem czegoś "godnegopożałowania" samemu sobie. Staram się odnaleźć związek przyczynowo-skutkowy, który wywołuje takie międzyludzkie interakcje, który sprawia, że jedni cierpią, a inni się cieszą, bo nie umieją się odnieść, bo nie mieli nigdy wzorca, a którzy w obliczu niespełnienia stosują  nierzetelne metody.  Trudne i nader niepokojące. Jestem zwolennikiem poprawnego i świadomego rozwiązywania konfliktów, rozpisywania wszelkich za i przeciw, dogadywania się na w miarę możliwym do dogadania poziomie. Są jednak sytuacje, że należy podjąć stosowne kroki, aby spróbować uczynić ten świat i swoje jestestwo, rodzinę lepszym, umniejszonym o wpływy destruktorów i demoralizatorów. Jestem mocno wspierającą jednostką, pełną wiary w to, że wszystko będzie dobrze, nadejdą lepsze jaśniejsze czasy oraz , że znajdą się nowe drzwi, które staną przed nami otworem, a karma zawsze wraca ze zdwojoną siłą.
W środę środka tygodnia wszystkim dobrych przesłań, spokoju i zrozumienia.











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...